*Z perspektywy Patricii*
Super. Czas do biblioteki w niezwykle "miłym" towarzystwie... Dlaczego ja? Przeprosiłam go za dość chamskie zachowanie z mojej strony ale to nie oznacza, że uwielbiam z nim przebywać. Patricio zapamiętaj nigdy nie staraj się być dla kogoś miła...
Doszłam do biblioteki. Nikogo nie było... Może nie przyszedł?
-BU!
-Aaa! Eddie ty idioto!- krzyknęłam i walnęłam go w ramię z pięści.
-Hahaha! Gdybyś widziała swoją minę!- mówił dławiąc się śmiechem.
-Zaraz to ja się będę śmiała, a ty leżał na podłodze- powiedziałam oschle i odeszłam.
-"Zaraz to ja się będę śmiała..", zero poczucia humoru- przedrzeźniał mnie.
Zobaczyłam, że na biurku w bibliotece leży niedojedzona kanapka. Pewnie Eddie'go... Wzięłam ją do ręki i podeszłam do niego.
-To twoje?- spytałam.
-Tak. Zostaw jeszcze nie skończyłem jej jeść- powiedział.
-UPS!- przez "przypadek" upuściłam kanapkę na podłogę.
-Coś ty zrobiła?! To najlepsza kanapka wszech czasów!- krzyknął ze złością.
-To za to, że mnie przestraszyłeś! Masz za swoje Edziu. Widzisz teraz ja się śmieję- powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Już miałam odejść, żeby zabrać się do segregowania książek, gdy nagle Eddie złapał mnie za nadgarstek.
-Przeroś za to co zrobiłaś- powiedział Eddie.
-To zwykła kanapka- zaśmiałam się.
-O nie! Przesadziłaś!- krzyknął, przewiesił mnie przez ramię i wyszedł ze mną z biblioteki.
-Puszczaj mnie!- kopałam go nogami w klatkę piersiową.
-Teraz jest zabawnie- powiedział i zaczął się śmiać.
-Puść mnie! Zostaw mnie!
-Czekam na coś.
-Nie masz na co! Zboczeniec! Ratunku!- zaczęłam krzyczeć. Postawił mnie na ziemi i przytrzymał mnie przy drzewie, zatykając mi buzie.
-Gaduło, przecież wiesz, że ci nic nie zrobię- nadal się śmiał. -Słodko tak wyglądasz, wiesz o tym?- powiedział i puścił mnie.
-Ty idioto! Pożałujesz tego co zrobiłeś! Nie pozwalaj sobie, nie jestem twoją własnością- krzyknęłam.
-Założymy się?- zaczął żartować.
-Nawet nie próbuj mnie dotykać oblechu- powiedziałam i zaczęłam iść w stronę biblioteki.
-Gdzie idziesz?
-Do biblioteki. Pamiętasz mieliśmy coś zrobić!- byłam przepełniona złością, że jest silniejszy ode mnie i nic nie mogę z tym zrobić. Przyspieszyłam kroku.
W bibliotece nie odezwałam się słowem do Eddie'go. Wpienił mnie, BARDZO! Wreszcie skończyliśmy...
Wyszłam z tego piekielnego budynku. Przez niego to miejsce mnie obrzydziło.
-Pat! Czekaj!
-Czego chcesz, ty urodzony psychopato!- krzyknęłam do Eddie'go.
-Nie wiedziałem, że aż tak zareagujesz na to co zrobiłem- powiedział.
-Nie wiedziałeś?! To już wiesz- powiedziałam i poszłam do Domu Anubisa.
/No i koniec. Mam nadzieję, że wam się spodobał.
Purple Plum