wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 6


*Z perspektywy Patricii*

Super. Czas do biblioteki w niezwykle "miłym" towarzystwie... Dlaczego ja? Przeprosiłam go za dość chamskie zachowanie z mojej strony ale to nie oznacza, że uwielbiam z nim przebywać. Patricio zapamiętaj nigdy nie staraj się być dla kogoś miła...

Doszłam do biblioteki. Nikogo nie było... Może nie przyszedł?
-BU!
-Aaa! Eddie ty idioto!- krzyknęłam i walnęłam go w ramię z pięści.
-Hahaha! Gdybyś widziała swoją minę!- mówił dławiąc się śmiechem.
-Zaraz to ja się będę śmiała, a ty leżał na podłodze- powiedziałam oschle i odeszłam.
-"Zaraz to ja się będę śmiała..", zero poczucia humoru- przedrzeźniał mnie.

Zobaczyłam, że na biurku w bibliotece leży niedojedzona kanapka. Pewnie Eddie'go... Wzięłam ją do ręki i podeszłam do niego.
-To twoje?- spytałam.
-Tak. Zostaw jeszcze nie skończyłem jej jeść- powiedział.
-UPS!- przez "przypadek" upuściłam kanapkę na podłogę.
-Coś ty zrobiła?! To najlepsza kanapka wszech czasów!- krzyknął ze złością.
-To za to, że mnie przestraszyłeś! Masz za swoje Edziu. Widzisz teraz ja się śmieję- powiedziałam z uśmiechem na twarzy. 
Już miałam odejść, żeby zabrać się do segregowania książek, gdy nagle Eddie złapał mnie za nadgarstek.
-Przeroś za to co zrobiłaś- powiedział Eddie.
-To zwykła kanapka- zaśmiałam się.
-O nie! Przesadziłaś!- krzyknął, przewiesił mnie przez ramię i wyszedł ze mną z biblioteki.
-Puszczaj mnie!- kopałam go nogami w klatkę piersiową.
-Teraz jest zabawnie- powiedział i zaczął się śmiać.
-Puść mnie! Zostaw mnie!
-Czekam na coś. 
-Nie masz na co! Zboczeniec! Ratunku!- zaczęłam krzyczeć. Postawił mnie na ziemi i przytrzymał mnie przy drzewie, zatykając mi buzie. 
-Gaduło, przecież wiesz, że ci nic nie zrobię- nadal się śmiał. -Słodko tak wyglądasz, wiesz o tym?- powiedział i puścił mnie.
-Ty idioto! Pożałujesz tego co zrobiłeś! Nie pozwalaj sobie, nie jestem twoją własnością- krzyknęłam.
-Założymy się?- zaczął żartować.
-Nawet nie próbuj mnie dotykać oblechu- powiedziałam i zaczęłam iść w stronę biblioteki.
-Gdzie idziesz?
-Do biblioteki. Pamiętasz mieliśmy coś zrobić!- byłam przepełniona złością, że jest silniejszy ode mnie i nic nie mogę z tym zrobić. Przyspieszyłam kroku.

W bibliotece nie odezwałam się słowem do Eddie'go. Wpienił mnie, BARDZO! Wreszcie skończyliśmy...
Wyszłam z tego piekielnego budynku. Przez niego to miejsce mnie obrzydziło.

-Pat! Czekaj!
-Czego chcesz, ty urodzony psychopato!- krzyknęłam do Eddie'go.
-Nie wiedziałem, że aż tak zareagujesz na to co zrobiłem- powiedział.
-Nie wiedziałeś?! To już wiesz- powiedziałam i poszłam do Domu Anubisa.


/No i koniec. Mam nadzieję, że wam się spodobał. 
Purple Plum

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 5



*Z perspektywy Eddie'go*

-Możemy porozmawiać?- zapytała Patricia.
-Mamy o czym? Wiadomo, oboje sobą gardzimy. Już zrozumiałem- już miałem wychodzić.
-Eddie, przepraszam, że na ciebie tak naskoczyłam, ale po prostu nie lubię, gdy ktoś nowy się wpiernicza w moje życie i do tego jest mega bezczelny- powiedziała z lekką złością.
-Okej, rozumiem, możliwe, że zachowałem się troszkę dziwnie. Ale Amerykanie tak mają, są...
-Mega pewni siebie, już to słyszałam od Niny- przerwała mi Gaduła w połowie zdania. Zaśmiałem się.
-Czyli między nami trochę lepiej, dobrze rozumiem?- spytałem z lekkim niedowierzaniem.
-Tak, ale nie rób sobie nadziei, że kiedyś cię polubię, po prostu nie chcę codziennie się z tobą kłócić, bo wiadomo, że ja w końcu bym wygrała, a tobie by było przykro- powiedziała z wrednym uśmieszkiem Pat.
-Mów za siebie, Gaduło.
Zrobiłem jej kuksańca i wyszedłem z kuchni, aby się przygotować do szkoły.
Usłyszałem tylko "Nie dotykaj mnie zboczeńcu".


*Z perspektywy Patricii*

Postanowiłam się ogarnąć, bo za chwilę miało być śniadanie, a ja jestem jeszcze w pidżamie. Wychodząc z kuchni zobaczyłam Joy, która zamierzała wyjść z Domu Anubisa.
-Ej! Joy, gdzie idziesz?- spytałam.
-Przejść się- odpowiedziała, smutnym głosem.
-Coś nie tak?
-W porządku. Po prostu muszę wyjść na świeże powietrze.
-Joy, widzę, że coś się dzieje. Powiesz mi o co chodzi?- spytałam z nadzieją, że jej odpowiedź będzie twierdząca.
-No bo, chłopcy są do dupy...- odpowiedziała ze łzami w oczach moja przyjaciółka.
-Znów chodzi o Fabiana?
-Tak. Dopóki Nina nie przyjechała, wszystko było w porządku. Później on zaczął zarywać do Niny, a mnie odstawił zupełnie na bok.
-Niestety tak czasami jest. Ale nie załamuj się przez jakiegoś chłopaka. To nie ma sensu, żeby płakać przez takie coś.
-Masz rację.
-Okej ja idę się ubrać, a ty idź na śniadanie, bo już jest- powiedziałam z uśmiechem.
-Dzięki Patricio- odpowiedziała i poszła do salonu.

"Jeżeli zaraz się nie ogarnę, to spóźnię się na lekcję" pomyślałam i pognałam do pokoju. Naciągnęłam na siebie jakieś czarne rurki do tego bluzkę z krótkim rękawkiem z pandą i białe Converse za kostkę. Nałożyłam tusz do rzęs i spięłam włosy w koka. Szybko zeszłam na dół wzięłam jabłko i poleciałam do szkoły.

W szkole

Tak jak myślałam, spóźniłam się...
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie- powiedziałam do Sweeta.
-Panno Williamson kolejny raz w tym semestrze? Pójdzie pani po lekcjach do biblioteki i pomoże panu Millerowi w porządkowaniu nowych książek.
-No ale to nie fair! Nie ma niczego innego do roboty?- spytałam.
-Nie, a teraz proszę usiąść.
Usiadłam w przed ostatniej ławce, ktoś mnie zaczepił.
-Widzimy się po szkole Gaduło- puścił oczko Eddie i się uśmiechnął.

Na przerwie

Siedziałam pod sceną teatralną, gdy nagle podeszła do mnie Amber.
-No hej Patricio- uśmiechnęła się.
-Czego chcesz?
-Jesteś nam potrzebna. Sprawy klubu, do którego należysz.
-No nie, jakiś kolejny kielich?- spytałam z niedowierzaniem.
-Nie, coś zupełnie innego. Dzisiaj o 00.00 na strychu- powiedziała i odeszła.


/Na dzisiaj to koniec. Przepraszam, że długo nie dodawałam rozdziału. Może dodam dzisiaj jeszcze jeden, bo dzisiaj jestem w domu.
Chciałabym, żeby pod tym postem były 3 komentarze, wtedy będzie kolejny rozdział.

Purple Plum

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 4



*Z perspektywy Eddie'go*

Siedziałem w jadalni i jadłem przepyszną jajecznice z bekonem. Muszę przyznać, że Trudy odwala kawał dobrej roboty. Wszyscy rozkoszowali się jedzeniem, tylko Gaduła wywijała widelcem nad talerzem.
-Co tam? Patty nie ma apetytu?- zapytałem, miałem wielką chęć na podenerwowanie Gaduły.
-Zamknij się szczurze- krzyknęła do mnie.
-Kazałem ci się do mnie odzywać, wiedźmo?!
-To po co głupio komentujesz, karaluchu?!
-Ej przestańcie!- krzyknęła Amber. -Po co ze sobą rozmawiacie skoro się nie lubicie?- zapytała blondynka.
-Coś ty! Eddie bardzo lubi Patricię, ale ona dała mu kosza, prawda?- raczej stwierdził, niż zapytał Jerome.
-Zamknij się wielka kulo żelu- krzyknąłem i wyszedłem z jadalni.

"Jak można być takim debilem jak Jerome! Nie rozumiem... Ona wcale mi się nie podobają jej śliczne ognisto-czerwone włosy, niebiesko-zielone oczy... STOP! Eddie ogarnij się... " pomyślałem i poszedłem się położyć do pokoju.


pokoju Patricii, Joy i Mary

*Z perspektywy Patricii*

"Kurde! Co za idiota! ... Może rzeczywiście trochę na niego naskoczyłam... NIE! Jest dobrze, niech wie co o nim myślę" rozmyślałam w pokoju, gdy nagle weszła Nina.
-Pat, wszystko w porządku?- spytała.
-Tak, czemu miałoby być inaczej?- odpowiedziałam również pytaniem.
-Wiesz chciałam ci powiedzieć, że Amerykanie są dość pewni siebie, może dlatego Eddie ci nie przypadł do gustu, gdyż jest bardzo asertywny. Można zauważyć...
-Bronisz go?- spytałam oburzona
-Nie, po prostu chcę ci wytłumaczyć jak to wygląda ze strony prawdziwego Amerykanina. Mam nadzieję, że przemyślisz to co powiedziałam- powiedziała wychodząc.
-Nino! Dzięki...
-Nie ma za co!- powiedziała z uśmiechem i udała się do swojego pokoju.

Nina ma chyba rację, trochę za ostro go potraktowałam. Postaram się odrobinkę poprawić. Położyłam się spać.


Rano

*Z perspektywy Eddie'go*

Wstałem dosyć wcześnie. Była 5:30. Postanowiłem pójść coś zjeść. Wchodząc do kuchni zobaczyłem Gadułę... Już miałem wychodzić gdy...
-Eddie...- odezwała się Patricia.
-Co chcesz?- zapytałem.
-Możemy porozmawiać?


/No to tak... Skończyłam... Beznadziejnie i krótko wiem to. Ale po prostu nie mam w ogóle czasu... Przepraszam.
Purple Plum

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Przepraszam :3


Przepraszam ale dzisiaj nie będzie rozdziału, jutro postaram się dodać.
Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli. Po prostu nie mam czasu.
PRZEPRASZAM...
Purple Plum

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 3



*Z perspektywy Patricii*

Siedziałam na ławce w parku i rozmyślałam o tym, gdy byłam mała. Moi rodzice zawsze interesowali się moją siostrą bliźniaczką, Piper. To było na prawdę przykre, gdy poświęcali całą uwagę tylko jej.
Jednak nie lubię mówić dużo o sobie, o tym wie jedynie Joy.
W końcu znamy się od piaskownicy. Jest dla mnie jak siostra. To ona zawsze mnie wspierała w najgorszych momentach.
Odkąd zamieszkałam w Domu Anubisa nie spotykam się często z Piper. Po prostu nigdy nie byłyśmy ze sobą blisko i NIGDY nie będziemy. Widzimy się tylko ewentualnie, gdy rodzice proszą nas abyśmy przyjechały na wakacje lub na święta.

Moje rozmyślania przerwał znajomy głos.
-Siemka Gaduło- o nie, to ON. Ten Eddie, czy jak mu tam. -Czego chcesz, karaluchu?- spytałam z odrazą.
-Zacznijmy od początku. Jestem Eddie, nowy, z Ameryki i będę mieszkał w Domu Anubisa- wystawił rękę. Zignorowałam jego gest.
-Zapomniałeś dodać, że dodatkowo będziesz mi niszczył życie- odpowiedziałam bez entuzjazmu. -Ej! Staram się być miły. Widać tego nie doceniasz- powiedział i zrobił minę zbitego szczeniaczka.
-Nie potrzebuję twojej uprzejmości. Ups, przejęzyczyłam się ZWŁASZCZA TWOJEJ UPRZEJMOŚCI- odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Gdy tylko zobaczył, że moje kąciki ust się uniosły, powiedział
-Widzę jednak, że chyba moje towarzystwo nie sprawia ci przykrości- uśmiechnął się łobuzersko.
-Ugh... Nie rozumiesz, że nie mam ochoty z tobą rozmawiać- wstałam z ławki i już chciałam iść ale Eddie złapał mnie za łokieć. -Patricio, dla..
-Skąd wiesz jak się nazywam?- zapytałam ze złością w oczach.
-Fabian już mi ciebie przedstawił w dosyć jasny sposób. Mniejsza... Patricio, dlaczego mnie tak nie lubisz?- zapytał.
-Po prostu widzę, że ty to kolejny chłopak, który jest mega bezczelny i na za dużo sobie pozwala. Weź mnie w ogóle puść- krzyknęłam. Jak poprosiłam tak też zrobił.
Zaraz jak mnie tylko puścił wróciłam do domu.

*Z perspektywy Eddie'go*

Co ze mną nie tak? Albo z nią? Bo z którymś z nas na pewno. Dlaczego nie zareagowała w sposób pozytywny, gdy zrobiłem minę "zbitego szczeniaczka". To działa na każdą... Przynajmniej jak dotąd działało. Usiadłem na ławce.
Po chwili zobaczyłem Alfie'go i Jeroma, którzy szli w moją stronę.
-Co tam stary?- zapytał Jerry. -Patricia dała ci kosza?- zaśmiał się Alfie. -Skąd wiesz, że rozmawiałem z Gadułą?- spytałem z ciekawością.
-Haha, czyli dała ci kosza?- zaczął rechotać Jerome.
-Nie. Po prostu nie umiemy się dogadać- odpowiedziałem. -Chyba nie powiesz, że nie podoba ci się nasza Pat?- powiedział Alfie.
-Ona mi się nie podoba- powiedziałem zażenowany tą sytuacją. -Jasne, nie wykręcaj się- odpowiedział Jerry. -Dobra, widzę chłopaki, że nie macie co robić i denerwujecie innych. Wybaczcie ale opuszczę was- wstałem z ławki i zacząłem iść w stronę Domu Anubisa.

Po dziesięciu minutach znalazłem się w pokoju. Zaraz miała być kolacja, w końcu jakaś dobra wiadomość.

/Napisałam 3 rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Weszłeś/aś zostaw komentarz. ;)
Purple Plum

Rozdział 2


*Z perspektywy Eddie'go*

Wychodząc z salonu wpadłem na dziewczynę o ognistym kolorze włosów. Była śliczna. Miała zielono niebieskie oczy. -Co ty robisz idioto? Jak chodzisz? Chcesz mnie zabić?! Kolejny idiota, który będzie z nami mieszkał? Mamy ich wystarczająco dużo- krzyknęła nagle.
Byłem trochę zdziwiony -Nie ładnie tak witać nowych. Wiesz o tym? I strasznie dużo gadasz. Nazywają cię gadułą?- uśmiechnąłem się łobuzersko.
Normalnie chciała mnie zabić wzrokiem. Popchnęła mnie i poszła na górę. Za pewne do swojego pokoju.
To pewnie ta ostatnia dziewczyna. "Niezwykle 'miła' z niej osoba" pomyślałem i poszedłem się rozpakować.

*Z perspektywy Patricii*

"Co on sobie myśli?!". Siedziałam w pokoju na łóżku przeglądając jakąś starą gazetę.
To, że jest nowy, nie znaczy, że trzeba go traktować jak królewicza. I co on sobie ubzdurał z tą gadułą?! Wcale dużo nie gadam.
Nagle moje przemyślenia przerwały Joy i Mara. Moje współlokatorki.
-Hej, Patricio tu jesteś. Gdzie byłaś? Nie poznałaś naszego nowego mieszkańca Domu Anubisa, Eddie'go- powiedziała z uśmiechem na twarzy Mercer, bo tak miała na nazwisko Joy.
-Oj uwierz mi już zdołałam go poznać... Powiedzmy, że nie przypadliśmy sobie do gustu- odpowiedziałam z zażenowaniem. -Jak to? Jest całkiem miły- powiedziała Mara.
 -Mów za siebie. Nie chcę o nim rozmawiać. Jest mega bezczelnym dupkiem. Nazwał mnie "gadułą". Nawet mnie nie zna- krzyknęłam.
-Patricio przyznaj, że czasem przytrafia ci się słowotok, gdy jesteś zdenerwowana- odpowiedziała ze spokojem Joy. -Ale przede wszystkim nie ma prawa mnie tak nazywać, skoro widział mnie raz na oczy- powiedziałam i wyszłam z pokoju.

W tym samym czasie w pokoju Eddie'go i Fabiana.

*Z perspektywy Eddie'go*

Już prawie skończyłem się rozpakowywać, gdy nagle do pokoju wszedł Fabian.
-Hej, Eddie i jak ci się podoba?- zapytał. -Powiedzmy, że wszyscy są tutaj mili oprócz jednej osoby- odpowiedziałem.
-Masz na myśli Patricię? Już ją spotkałeś?- zaśmiał się Fabian, rozbawiony tą sytuacją.
-Tak to pewnie ona. Ona zawsze tyle gada?- spytałem z rozbawieniem. -Tylko, gdy ktoś ją zdenerwuje albo gdy ma zły dzień- odpowiedział mój współlokator.
-Dobra za ile będzie kolacja?- zapytałem z nadzieją, że będzie tuż tuż. -Powinna być za jakąś godzinę, o 18. -Dobra to ja pójdę się przejść- powiedziałem bez zastanowienia i wyszedłem.

Gdy znalazłem się przed budynkiem mojego internatu, poczułem orzeźwiające powietrze. Ładna okolica. Na przeciwko Domu Anubisa znajdował się mały park, a w nim było boisko do siatkówki i stół do tenisa. Można było tam usiąść na jednej z ławek i odpocząć.
Nagle zauważyłem, że na jednej z nich siedzi mi znana postać. Tak myślałem to GADUŁA.

/No i jest 2 rozdział. Jeżeli weszłeś/aś skomentuj. ;)

Purple Plum

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 1

Zanim zacznę chciałabym podziękować za miłe komentarze. To zmotywowało mnie do napisania pierwszego rozdziału. No to zaczynam.


*Z perspektywy Eddie'go*

Przekroczyłem progi Domu Anubisa. Była zupełna cisza. Po prawej stronie znajdowały się schody natomiast po lewej wejście do jakiegoś pomieszczenia, zapewne salonu.
Nagle przed moimi oczyma pojawiła się kobieta w średnim wieku. Miała kruczoczarne włosy po ramiona i latynoską urodę. Przedstawiła się -Cześć gwiazdko, jestem Trudy. Można powiedzieć, że jestem kurą domową- zaśmiała się. Odwzajemniłem uśmiech.
Zaraz po tym do holu wszedł stary mężczyzna, może miał z 50 lat jak nie więcej. -Co tutaj tak stoisz? Ty pewnie jesteś nowym uczniem. Eddie Miller, tak? Ja jestem Victor, pan tego domu- powiedział. Popatrzyłam na niego trochę z zdziwieniem, czy aby nie przesadza z tym "panem domu".
Popatrzył na mnie znacząco, abym wziął swoje walizki, więc tak zrobiłem. Po chwili odszedł i powiedział Trudy aby mnie odprowadziła do mojego pokoju.

-To twój pokój- powiedziała Trudy. -Wy, chłopcy macie pokoje na dole, natomiast dziewczyny na górze. Chcę cię jeszcze poinformować, że o godzinie 22 jest cisza nocna. Wtedy macie być wszyscy obowiązkowo w łóżkach. Tak mówi Victor.- puściła do mnie oczko i wyszła. Usiadłem na łóżku, mega zmęczony. Musiałem się jeszcze rozpakować. Postanowiłem, że czas zrobić sobie przerwę na kanapkę. Poszedłem do kuchni. Nie trudno było ją znaleźć, znajdowała się centralnie przed moim pokojem. Zaraz znalazłem lodówkę, która była przepełniona jedzeniem. Oczy mi się zaświeciły, gdy zobaczyłem tyle żarcia.

Nagle do kuchni wszedł ciemnoskóry chłopak, a razem z nim jakiś koleś z odpicowaną fryzurą. Nie zauważyli mnie i na mnie wpadli. -Ałć!- krzyknął czarnoskóry.
-Uważaj jak chodzisz łamago- zaśmiałem się i podałem mu rękę. -Jestem Eddie Miller- przedstawiłem się. -Hej jestem Alfie Lewis, a to mój kolega Jerome Clarke- odpowiedział. -Spokojnie, umiem się przedstawić- powiedział Clarke i podał mi rękę. -Jesteś nowy?- zapytał Alfie. -Tak, przyjechałem przed chwilą. Ile osób tu mieszka?- zapytałem z ciekawością. -Ja, Jerry, Fabian, Mara, Amber, Nina, Joy i Patricia- odpowiedział czarnoskóry. -Dobra Alfie, my chyba będziemy spadać- powiedział Jerry. -Jak czegoś będziesz potrzebował to daj znać- krzyknął wychodząc z kuchni czarnoskóry.
Dokończyłem robić kanapkę i poszedłem zjeść ją do salonu.

Nieoczekiwanie wtargnęło do niego piątka ludzi.
Pierwsza podeszła do mnie jakaś blondynka, ubrana w mundurek ale różniący się od reszty. Na marynarce miała podoczepiane różowe kokardki, a na ręce bransoletki tego samego koloru. -Hej! Jestem Amber. Najlepsza, najładniejsza i najinteligentniejsza dziewczyna w szkole- powiedziała. -Cześć, jestem Eddie Miller.
Zaraz po tym podszedł do mnie jakiś chłopak o czarnych włosach i dobrze zaznaczonych rysach twarzy -Nie wierz Amber, co do tej inteligencji. Jestem Fabian Rutter, twój współlokator- przedstawił się. Potem po kolei każdy się ze mną przywitał. Znałem już: Alfie'go, Jeroma, Fabiana, Ninę, Amber, Joy i Marę. Z tego co wiem to zabrakło jeszcze jednej osoby. Postanowiłem, że wyjdę z salonu.

Zaraz po wyjściu, wpadłem na "rudowłosą" dziewczynę...



/Na dzisiaj to koniec. Może dodam jeszcze coś wieczorem. Taki troszkę głupi wyszedł. No ale cóż. Jeśli weszłeś/aś to skomentuj. ;)
Purple Plum